Aktualności
Gotujemy z wolontariuszami z Altphilas
Efekt 416. gotowania to pożywna i gęsta fasolowa z kiełbasą przygotowana przez międzynarodowe towarzystwo, wolontariusze z: Francji, Niemiec, Polski, Ukrainy, Filipin i Turcji. Wszyscy przy wspólnym stole zgodziliśmy się, że zupa wyszła nam bardzo dobra, a po spotkaniu na dworcu, że nasza pomoc jest bardzo potrzebna. Spodziewaliśmy się kiepskiej pogody, ale na szczęście niepotrzebnie. Słońce dopisało, choć wyraźnie czuć, że dni są już krótsze.
Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wolontariusze
Tydzień temu w sobotę po raz 415. spotkaliśmy się z osobami, które nie są w stanie zaspokoić swoich potrzeb żywnościowych i muszą korzystać z różnych form wsparcia związanych z zaspokojeniem głodu. Nie byłoby to możliwe gdybyśmy nie mieli wsparcia finansowego i rzeczowego od naszych darczyńców. Niektórzy pomagają nam tylko od czasu do czasu lub jednorazowo, ale są też tacy, którzy systematycznie i częściej nas wspierają.
Każdy żyje w swoim rytmie, według własnego kalendarza
W ostatni weekend sierpnia ugotowaliśmy zupę po raz 414. Każdy żyje w swoim rytmie, według własnego kalendarza. Dla jednych to czas końca wakacji, przygotowania do szkoły, dla innych zwykła sobota i moment, by odpocząć po całym tygodniu. A dla wielu naszych Zupowych Przyjaciół każda sobota, niezależnie od pory roku, to szansa, by zjeść ciepły posiłek i przestrzeń do rozmowy, której często na co dzień brakuje.
Autorska wariacja na temat pomidorów
413. Zupa to ponownie wariacja na temat pomidorów. Wariacja, bo ta moja autorska zupa. To ani pomidorowa, ani meksykańska, choć zrobiona z pomidorów – a do tego z masą warzyw i żeberkami. Do tego były jeszcze kanapki, ciasta, kawa i herbata. Nasz Zupowóz, załadowany po sufit, wrócił na Przemysłową bez jednego okruszka. Ludzi było sporo, ale rąk do pomocy nie brakowało.
Nasi wolontariusze spisali się na medal, rozwiązując wszystkie problemy, które tylko pojawiały mi się w głowie.
Gotowanie w długi weekend
Ostatnie nasze spotkanie to dla wielu kolejny w tym roku długi weekend. Wiele imprez plenerowych, piękna pogoda i czas odpoczynku. W takie dni nigdy nie wiadomo ile osób zechce spędzić sobotnie popołudnie na wolontariacie i czy będą ciacha do kawy. Zawsze zakładam tą wersję, że chętnych będzie niewielu więc musi być jakaś niewymagająca zupa i jakaś awaryjne rozwiązanie w przypadku braku słodkiego.
Sobotnie gotowanie nie ma świąt, urlopów i L4
Zbliża się długi weekend. Niektórzy dzisiaj po raz ostatni w tym tygodniu są w pracy i już myślą o tym, co będą robić w te piękne, słoneczne dni wolne. Niektórzy z naszych wolontariuszu usiądą znowu w sobotę przy wspólnym stole, aby przygotować posiłek dla tych, którzy nie mogą samodzielnie zaspokoić głodu. W kolejce ustawią się osoby samotne, ubogie, bezdomne i te, którym zabrakło pieniędzy na jedzenie po opłaceniu rachunków i zapłaceniu za leki. Na każdej naszej sobotniej "wydawce" słyszymy wiele historii.
Gotujemy razem z wolontariuszami z firm Terlan i Aquanet
Wczoraj spotkaliśmy się już po raz 410. W tym czasie nasza zupowa społeczność rozrosła się i zmieniała. Na dworcu niektórych znamy od lat, a niektórych spotykamy po raz pierwszy. Tak samo w naszej kuchni można spotkać "dinozaury" i nowe twarze. W każdym tygodniu jesteśmy w takim składzie, jaki akurat uda nam się złożyć. Łączy nas to, że w ten dzień chcemy wspólnie zrobić coś dla innych.
Prezent od Zosi i Łukasza
Parę tygodni temu Zosia i Łukasz mieli ślub. Z tej okazji poprosili swoich gości o datki do naszej zupowej puszki. W ten sposób uzbierali pieniądze na dwa nasze spotkania z osobami potrzebującymi wsparcia żywieniowego. W ostatnią sobotę wraz ze swoją rodziną, która była na ich przyjęciu, przyszli do nas, abyśmy mogli wspólnie przygotować wieczorny posiłek. Pracy było sporo, bo gotowaliśmy gulaszową, a to wymagająca zupa. Szczególnie, gdy gotuje się jej 100 litrów. Ekipa była tak bardzo zgrana, że mieliśmy jeszcze bardzo duży zapas czasu i nawet zupa postanowiła się wcześniej ugotować.
Łzy nad workiem cebuli
407. zupa zaczęła się od łez. Wszyscy solidarnie płakaliśmy nad workiem cebuli. Obieraliśmy, kroiliśmy, a przez mokre oczy nie było widać końca. Późniejsze 30 kilogramów ziemniaków to była już czysta przyjemność. Wszystko trafiło do garów, a chwilę później w kuchni zapachniało gęstą cebulowo-porową zupą na żeberkach. Tego dnia do zupy mieliśmy dodatkowo 300 pysznych bułek od Catering Biesiada. Na dworcu czekało na nas tak wiele osób, że w krótkim czasie wszystko rozdaliśmy.
Gotujemy z wolontariuszami z Franklin Templeton
Za mało zupy – to najgorszy scenariusz na dworcu, ale tym razem musieliśmy się z nim zmierzyć. Ogórkowa Eli rozeszła się w niespodziewanie szybkim tempie. Niestety, nie wystarczyło jej na dokładki dla wszystkich chętnych oraz kilku spóźnionych. Na szczęście miałam trochę suchego prowiantu i kanapek w zapasie, jednak prawdziwą satysfakcję czuję wtedy, gdy każdy na dworcu dostanie ciepły posiłek, chleb, ciasto.
Strony
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- …
- następna ›
- ostatnia »










